Dorośli, szczególnie mężczyźni bywają dziećmi do końca. Dojrzewa odpowiedzialność, potrzeba niesienia bezpieczeństwa najbliższym. Mimo to nie gaśnie pragnienie prostej radości. Świat dziecięcy jest inny. Szczery i prawdziwy. Tym różni się od dorosłej codzienności, walki o byt. Także o nieskalany świat dziecka. Doskonale pokazuje to Rzeź Romana Polańskiego.
Christoph Waltz wypadł świetnie w roli ojca broniącego syna, któremu zdarzyło się w sposób nieco brutalny walczyć o swój honor. Żaden z czwórki rodziców nie zwątpił ani na moment w wartość swojego dziecka. Spotykają się dwie rodziny aby wspólnie dojść do porozumienia w sprawie swoich synów. Nasila się szczerość i otwartość. W łeb bierze uprzejmość. Robi się prawdziwa rzeź. Tymczasem za oknem istnieje inny świat. Dzieci potrafią szybko rozwiązywać swoje konflikty i nieporozumienia. Bez pism, postanowień stron, podpisów, decyzji, wyroków. Dlaczego dorośli tego potrzebują?
___
Film Rzeź (oryginalny tytuł Carnage, reżyseria Roman Polański, scenariusz Roman Polański, Yasmina Reza, produkcja Francja, Hiszpania, Niemcy, Polska, 2011
Naga prawda
Miało być politycznie. O ministrze zdrowia, Bartoszu Arłukowiczu i jego problemach z aptekarzami. O wizjonerze Michale Bomi i jego złudnym marzeniu wprowadzenia scentralizowanego systemu informatycznego w służbie zdrowia jeszcze w 2012 roku. Powiedział to bez mrugnięcia okiem. Trzymałbym go za słowo, a za kłamstwo na koniec roku surowo ukarał.
O kolejnym kłamcy, rzeczniku rządu, Pawle Grasiu, który w żywe oczy stwierdza, że ataków na serwery rządowe nie było, a problemy wynikają z wysokiej oglądalności. Pojawił się temat zastępczy i minister zdrowia odetchnął z ulgą. Wszystkie debaty telewizyjne dotyczą międzynarodowej umowy handlowej w zakresie zwalczania handlu towarami podrabianymi. Rzecz stanowi także o własności intelektualnej i zrobiła się burza.
By określić swoje za lub przeciw trzeba zagłębić się w temat. Co do faktu, że podrabianie lub wykorzystywanie czyjeś pracy bez zgody autora jest złodziejstwem, nie ma wątpliwości. W każdej branży i sztuce. Uświadomione społeczeństwo zdaje sobie jednak sprawę z tego, że Polska ma niezwykle okaleczone struktury polityczne. I to właśnie one stanowią największe niebezpieczeństwo dla wolności słowa. Paragrafy znajdą się zawsze. Jeden przepis więcej nie zaszkodzi. I nie mówmy tu o tym, że Polska postępuje w sposób cywilizowany. Własne zdanie może okazać się niewygodne. Co gorsza może naruszyć czyjąś własność intelektualną. Wtedy zrozumiemy protesty.
Nie wątpię w uczciwość anonimowych aktywistów. To z reguły ludzie, którzy postępują wobec innych uczciwie. Żenujące jest informowanie o takich bzdurach jak apele portali, które pod przykrywką czarnej planszy (z tekstem, że tak będzie wyglądał Internet) na swoich serwerach udostępniają terabajty nielegalnych plików. Intencje zdecydowanie nie są takie same.
Sztuka wojny
Rzadko zdarza się abym nie przeczytał książki do końca.
W minionym roku przekartkowałem kilka poradników dla młodych rodziców. Potrzeba przy tym wyrozumiałości. Pomagają własnemu doświadczeniu. Warto mieć jeden z nich pod ręką. Szczegółowe wgłębianie się w temat nie obejdzie się bez emocji. Darowałem sobie.
Nie walczyłem też z dwoma chińskimi traktatami dotyczącymi zasad taktyki i strategii. Sztuka wojny Sun Tzu i Metody wojskowe Sun Pina to zbiór zaleceń i rad, których opanowanie pozwala skutecznie prowadzić negocjacje, zarządzać i prowadzić skutecznie własny interes na bezlitosnym polu walki z konkurencją.
Dawne zapisy Sun Tzu i Sun Pina przeinterpretowywane są na współczesne czasy. Szybko dojdzie się do przekonania, że myślało się o tej czy innej radzie zupełnie inaczej. Z kolejnym rozdziałem opuszczam komentarze. Ciągle bije się z myślami, że jednak nie tędy droga. Sprzeciwiam się praniu mózgu jakiem poddawani są szczególnie kierownicy. Wciąż wierze, że ludzie posiadają dużo własnych cech i możliwości do rozmów z innymi. Również z konkurencją, przeciwnikiem, czy nieuczciwym konkurentem. Nie potrzebne do tego są taktyki rozmów, wyreżyserowane zachowania. To, że zabraknie czasami języka w ustach to żadna tragedia. Najważniejsze żeby być sobą. Kto nie wierzy w siebie niech szuka pomocy choćby w Sztuce wojny. Porzuciłem lekturę z przekonaniem, że potrafię jeszcze sam coś zdziałać, wpłynąć na drugą osobę i przekonać ją do moich szczerych intencji. Prawda niestety nie idzie w parze z zarabianiem pieniędzy. Nic straconego.
___
Książka Sztuka wojny, Sun Tzu, Sun Pin, Wydawnictwo One Press Helion, Gliwice 2008
Plama Kazika
Sceniczny powrót Kazika Na Żywo okazał się wielkim sukcesem. Passa trwa bez przerwy. Pełne sale. Zespół nie odcina kuponów. Na rynku od kilku tygodni do kupienia jest płyta Bar La Curva / Plamy na słońcu. Bez odcinania kuponów, koncertowych wersji, unikatowych śmieci, zupełnie nowy materiał.
Wydawca płyty ustanowił wyłączność na zakup krążków tylko jednej sieci sklepów. To sparaliżowało jej dostępność poza obszarem działania tej marki. Zważywszy na sprzedaż w granicach złotej płyty, krok ten raczej nie będzie wywoływał żadnych wyrzutów. Odczekałem cierpliwie. Kupiłem taniej w swoim ulubionym sklepie. O pieniądzach więcej nie piszemy, bo się ktoś gotów przyczepić, że nie do swojego portfela zaglądam. Więc zakładam słuchawki i słucham płyty.
Bez zaangażowania Roberta Licy Fredricha nie byłoby Bar La Curva / Plamy na słońcu. Nikt też nie powie mi, że sukces tego krążka to zasługa samego Kazika. Płyta leci niemal na okrągło i jednego co jej brakuje to instrumentalnych wersji wszystkich zamieszczonych piosenek. Taki ruch zrobiła Luxtorpeda na swojej debiutanckie płycie. Szkoda, że Lica nie przeforsował takigo rozwiązania również tutaj.
Dla Roberta Friedricha 2011 rok był bardzo owocny. Wspomniana Luxtorpeda, nowa płyta Arki Noego i w końcu KNŻ. Z wszystkich tych trzech płyt Bar La Curva / Plamy na słońcu wydaje się najlepsza muzycznie. To mistrza prawej ręki dołączyli profesjonaliści. Efektem jest doskonały muzycznie krążek. Tu nie ma wątpliwości, że Kazik Na Żywo to zespół, a nie tylko kapela akompaniująca liderowi. Ów szef okazuje się najsłabszym ogniwem całego przedsięwzięcia.
Wielokrotnie powtarzałem, że teksty Kazika Staszewskiego komentujące sprawy na czasie. Nie wielu pewnie wie kto to nie jaki łysy jadący do Moskwy. Tak i za lat parę nie wielu skojarzy panią Hankę (utwór Hanka Gronkowiec walczy) Tym bardziej, że już dzisiaj nie wiele mnie interesuje kto na stołku prezydenta Warszawy zasiada. Pozostałe również niosą znamię obojętności. Nie zwracają zbytnio uwagi, brakuje charakteru i siły przekazu jaką miał Kazik Staszewski dawniej.
Udany muzyczny powrót. Świetna muzyka, pełna energii, gitarowego żaru, miło bzyczącego basu, jak zwykle doskonalej gry Tomka Goehsa na perkusji. Dobra forma to dodatkowy atut przemawiający za wybraniem się na najbliższy koncert Kazika Na Żywo w okolicy.
___
Płyta Kazik Na Żywo Bar La Curva / Plamy na słońcu, wydawca SP Records, 2011
Poranna kawa
Na polskiej stronie Lavazzy widziałem kiedyś jedną z rodzai tej kawy w niebieskim opakowaniu. W pasażu jednej z galerii handlowych natknąłem się na stoisko z indywidualną, wręcz unikatową, ofertą kaw. Wśród nich kilka odmian kawy Lavazza.
Niebiesko czerwone opakowanie Crema & Gusto utwierdziło mnie w przekonaniu, że to właśnie ta nowość ze oficjalnej strony. Dziś już wiem, że nie. Trudno się jednak dziwić kiedy opieramy się na powierzchownych informacjach. Nie ma jednak tego złego. Crema Aroma Espresso jeszcze poczeka. Na razie drugi poranek z rzędu witam z Lavazza Crema & Gusto.
Poranna kawa powinna zapewnić dobry humor na resztę dnia. To nie łatwe zadanie. Wystarczy jednak aby jej aromat był pobudzający, a smak wyrazisty. Bez goryczy. Tak aby nawet ostatni łyk był tak przyjemny jak ten pierwszy najbardziej upragniony.
Crema & Gusto pije się przyjemnie. Wyczuwalna jest łagodność. W końcówce pozostawia posmak goryczy. Dobra przerwa od Qualita Rossa, która i tym razem udowodniła swoją wyższość.
Picie kawy to nie mal taki sam rytuał jak mycie zębów. Nie sposób wyobrazić sobie bez niej początku dnia. Gdy zdarzy się taka sytuacja ma się uczucie jakby nie zrobiono porannej toalety. Dopóki nie zrobi się pierwszego łyku ogarnia nas wewnętrzny dyskomfort. Na szczęście rzadko się to zdarza.